Marchewka zamiast kija? | Biuletyn Migracyjny

Marchewka zamiast kija?

Pieniądze na bilet, kieszonkowe, a nawet na rozwinięcie działalności gospodarczej w kraju pochodzenia. To pomoc, na którą mogą liczyć cudzoziemcy ubiegający się o azyl w Niemczech, jeśli zgodzą się na dobrowolny powrót do ojczyzny. Takie rozwiązanie zastępuje kosztowne i często przedłużające się procedury deportacyjne.

Do tej pory imigranci, których wniosek o azyl został odrzucony, mogli otrzymać pieniądze na dobrowolny powrót do ojczyzny. W lutym 2017 r. pomoc finansowa na ten cel zwiększyła się i objęła także osoby, których wniosek azylowy jest w trakcie rozpatrywania. Pieniądze dla cudzoziemców pochodzą z nowego programu „Pomoc startowa plus”, na który rząd przeznaczył ok. 40 mln euro. Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców już podczas rejestrowania osób ubiegających się o azyl będzie informował je o możliwości otrzymania premii za powrót. Jeśli cudzoziemiec zgłosi chęć wyjazdu przed zakończeniem procedury azylowej, dostanie pomoc w wysokości 1 200 euro, a po otrzymaniu odmowy - 800 euro. Pomoc ma być jednorazowa i przyznawana pod warunkiem złożenia deklaracji, że cudzoziemiec nie złoży ponownie podania o azyl.

Rząd pracuje też nad programem „Migracja dla rozwoju” adresowanym do imigrantów, którzy zgodzili się na dobrowolny powrót do kraju pochodzenia po otrzymaniu w Niemczech odmowy udzielenia azylu. Na realizację programu przewiduje się ok. 150 mln euro. Ma on służyć zakładaniu i rozbudowie prywatnych firm w państwach, do których powrócili migranci z Niemiec.

W 2016 r. z finansowego wsparcia w powrotach skorzystało 55 tys. cudzoziemców. To największa liczba od 16 lat - ocenia tygodnik „Die Zeit”. Większość z nich to imigranci z Bałkanów Zachodnich, głównie Albańczycy, a więc imigranci z najmniejszymi szansami na otrzymanie azylu. Znacząco wzrosła też liczba osób wracających do Afganistanu, Iranu i Iraku.

Dobrowolny powrót cudzoziemca jest dla Niemiec korzystniejszym rozwiązaniem niż deportacja, która pochłania ogromne koszty związane z zaangażowaniem odpowiednich służb. Dodatkowo deportację utrudniają przewlekłe procedury. Przykładem, który dobrze oddaje problemy z nią związane, jest sprawa Tunezyjczyka Anisa Amriego, zamachowca z Berlina, który na jarmarku bożonarodzeniowym zabił 12 osób w grudniu 2016 r. Nie dostał azylu w Niemczech, ale nie można go było deportować z powodu braku dokumentów potwierdzających jego tożsamość. Wciąż pozostawał on więc w kraju i swobodnie przemieszczał się po Europie. Choć był obserwowany przez niemieckie służby, udało mu się dokonać zamachu.

Niemieckie media zwracają uwagę, że dobrowolne powroty są lepszym rozwiązaniem od deportacji z perspektywy nie tylko państwa, lecz także imigrantów. Są mniej kosztowne i bardziej humanitarne. Ludzie nie są nachodzeni w nocy i zmuszani do powrotów siłą, ale dokonują świadomej i dobrowolnej decyzji. Nie są przy tym karani wieloletnim zakazem wjazdu do Niemiec - wylicza dziennik „Süddeutsche Zeitung”. Z kolei niemiecka organizacja „Pro Asyl” ostro krytykuje program i nazywa go „wydaleniem ludzi w inny sposób”.                

    EC

Źródła: Deutsche Welle, IOM, Die Zeit, Süddeutsche Zeitung, Gazeta Wyborcza.

Opublikowano w numerze: 56 / Marzec 2017 | Kategoria: Migracje w UE i na świecie